Cieszymy się, że po technologię betonową sięgają także zarządcy dróg samorządowych

Rozmowa z Krzysztofem Kieresem, Przewodniczącym Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Miniony rok, rozpoczęcie pandemii COVID-19 był dla gospodarki polskiej trudnym okresem. Z jakimi efektami zakończył 2020 rok przemysł cementowy?

Zdjęcie: Archiwum SPC

Gdybyśmy patrzyli wyłącznie na liczby, to nie ma co narzekać. Według danych GUS, produkcja cementu w 2020 r., osiągnęła poziom 18,7 mln ton, wobec 18,730 mln ton w 2019 roku. To satysfakcjonujący wynik.

Jednak ze względu na pandemię COVID-19, rok 2020 był także czasem nowych, zupełnie nieoczekiwanych wyzwań. W zakładach cementowych, musieliśmy przestawić się na zarządzanie kryzysowe. Wśród pracowników mieliśmy osoby, które chorowały na COVID-19. Odnotowaliśmy także kilka przypadków śmiertelnych. To bardzo przykre dla naszego przemysłu. Koledzy, z którymi pracowaliśmy przez wiele lat zostali pokonani przez koronawirusa. W branży cementowej podjęliśmy szereg działań nastawionych na złagodzenie skutków pandemii. Przede wszystkim prewencja: jeżeli jest już jakiś stwierdzony przypadek, to trzeba izolować osoby, które miały kontakt z zakażoną osobą. Ograniczać w ten sposób rozprzestrzenianie się wirusa, a jednocześnie zarządzać na bieżąco, by w procesie produkcji nie powstały żadne luki, i żeby produkcja cementu, która z natury ma charakter ciągły, nie była zagrożona. Wydaje się, że sprostaliśmy temu zadaniu. Choć życie uczy pokory, a pandemia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Jaka jest strategia funkcjonowania branży cementowej na najbliższe miesiące i lata?

Zdjęcie: Archiwum SPC

Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych prognozuje, że pod względem wielkości produkcji cementu, rok 2021 będzie prawie symetrycznym odbiciem roku 2020. W pierwszych dwóch kwartałach można oczekiwać słabej koniunktury na rynku cementu (spadek o 8% r/r), to w trzecim i czwartym kwartale wyniki powinny być już wyraźnie lepsze. W efekcie IPiAG prognozuje na 2021 r. wzrost produkcji cementu o ok. 1,5% r/r, do 19 mln ton. Przypomnę, że według danych za 2019 r. Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem wielkości produkcji cementu.

Nasze wyniki produkcji są ściśle związane z kondycją budownictwa. Dlatego musimy monitorować sytuację w budownictwie. W ubiegłym roku apelowaliśmy do Rządu RP, aby nie ograniczać działalności budowlanej, bo działalność budowlana jest kołem zamachowym gospodarki. Otrzymaliśmy zapewnienie, że inwestycje infrastrukturalne będą realizowane zarówno w 2020 roku, jak i kolejnych latach. Nasz niepokój budzą inwestycje samorządowe, ponieważ samorządy zostały dotknięte dodatkowymi kosztami związanymi z obsługą pandemii i nie są w stanie zrównoważyć budżetów. W takich przypadkach najłatwiej jest oszczędzać na inwestycjach. I tego się obawiamy, gdyż samorządy to ważny sektor inwestorski, który napędza naszą działalność produkcyjną.

W 2020 r. został opublikowany raport pt. „Wpływ branży cementowej na gospodarkę Polski”, przygotowany przez firmę Ernst & Young (EY). Raport zawiera obiektywny i profesjonalny obraz przemysłu cementowego w Polsce oraz pokazuje jego znaczenie dla gospodarki narodowej i społeczności lokalnych, w których działają cementownie. Na podstawie powyższej analizy stwierdzono, że branża cementowa w 2017 r. wygenerowała w polskiej gospodarce ok. 3,8 mld wartości dodanej, ok. 21,8 tys. miejsc pracy oraz ok. 1,9 mld złotych wpływów do budżetu.

Ogromne jest oddziaływanie branży cementowej na budownictwo. W 2018 r. budownictwo odpowiadało za 245,9 mld zł wartości dodanej oraz wspierało ok. 2,1 mln miejsc pracy. Wkład polskiego budownictwa w krajową gospodarkę wynosi ok. 8% PKB, a uwzględniając powiązania z innymi sektorami oceniany jest na ponad 13% PKB oraz 2,1 mln miejsc pracy. Do wytworzenia niebagatelnej części tego dobra przyczynia się przemysł cementowy.

Mając na uwadze znaczenie branży cementowej dla gospodarki oraz długofalowe planowanie branża cementowa oczekuje przewidywalnych i stabilnych warunków działania. Problemów mamy wiele i staramy się nimi, zainteresować zarówno decydentów polskich jak i unijnych, czyli docierać w te miejsca, gdzie jest tworzone prawo. Jeśli prawo będzie szyte na miarę możliwości poszczególnych gałęzi gospodarki, to łatwiej je będzie stosować.

Jeżeli chodzi o wzrastające koszty produkcji, to mamy dwa problemy: cena jednostkowa prawa do emisji CO2, która z roku na rok wykazuje tendencje wzrostowe oraz koszty wytworzenia energii elektrycznej. Szczególnie w Polsce, gdzie produkcja energii elektrycznej wciąż oparta jest na węglu kamiennym, wysoki poziom emisji powoduje, że koszty uprawnień do emisji CO2 zużyte do wytworzenia tej energii, podwyższają koszty tej energii.

Jesteśmy w przededniu ustaleń czwartego okresu rozliczeniowego ETS, gdzie sposób i metodologia uprawnień ma być dopiero dyskutowana. Spodziewamy się coraz ostrzejszych warunków, mniej korzystnych dla przemysłu. Komisja Europejska wychodzi z założenia, że im trudniej będą dostępne uprawnienia, tym bardziej przemysły emitujące CO2 będą skłonne do inwestowania w przyjazne technologie.

Kolejnym elementem, który ma zastosowanie na rynku krajowym jest tzw. opłata mocowa, pobierana za gotowość do produkcji określonego poziomu energii elektrycznej. W tzw. szczycie ta opłata mocowa jest droższa, a w nocy – tańsza. Tak więc przesłanie, które odbieramy jest takie: proszę produkować w nocy. W sytuacji, kiedy przy dobrej koniunkturze, nasze moce produkcyjne są wykorzystane w 80-90% jest to niemożliwe. Przemysł cementowy musi produkować niezależnie od tego ile ta energia kosztuje.  To dodatkowy czynnik kosztowy, który musimy uwzględnić w naszych kalkulacjach na rok 2021.

Zdjęcie: Archiwum SPC

Trwają dyskusje nad CBAM czyli Carbon Border Adjustment Mechanism. To podatek na granicach Unii Europejskiej dla tych, którzy produkują poza granicami UE, nie będąc obciążonym zakupem praw do emisji CO2. Obawa nasza polega na tym, że wraz z wprowadzeniem tego podatku mogłoby dojść do całkowitej likwidacji bezpłatnych uprawnień do emisji CO2. A to byłaby terapia szokowa dla branży, a także dla ostatecznego odbiorcy, gdyż każdy biznes musi się kierować określonymi przesłankami. Optujemy za tym, by były to procesy równoległe, wzajemnie uzupełniające się, by wprowadzanie podatku było połączone z powolnym zmniejszaniem bezpłatnych uprawnień do emisji. Wtedy będzie czas na dostosowanie się do tego.

Kolejny problem, który nas dotknął to brak niektórych dodatków do cementu: żużla wielkopiecowego i popiołu. Jeżeli dążymy do zielonej gospodarki, chcemy rezygnować z węgla, to nie będzie popiołu, który jest cennym dodatkiem do cementu. Podobnie jest z żużlem. Jeżeli zapotrzebowanie na stal spadnie, stalownie będą zamykane, to żużel będzie trudnodostępny na rynku i droższy.

Przemysł cementowy podejmie próbę zorganizowania parlamentarnego zespołu ds. cementu. Dotychczas nie mieliśmy takiego reprezentanta w miejscu, gdzie tworzone jest prawo. Chcemy stworzyć porozumienie ponad podziałami politycznymi, gdzie nasze argumenty zostaną wysłuchane i zastosowane w tworzonym prawie. Intensywnie myślimy o przyszłości.

Bardzo niepokojące informacje docierają do branży z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Przemysł cementowy w Polsce, który niemal 2 dekady temu, w odpowiedzi na własne zapotrzebowanie, stworzył całą branżę zajmującą się przetwarzaniem odpadów komunalnych na paliwa alternatywne w najbliższych latach może się zmierzyć z ograniczeniem dostępności paliw alternatywnych.

Zdjęcie: Archiwum SPC

Dlaczego? Brak uwzględnienia potrzeb branży cementowej w Rozporządzeniu Ministra Klimatu i Środowiska w sprawie mechaniczno-biologicznego przetwarzania niesegregowanych (zmieszanych) odpadów komunalnych oraz w „Projekcie aktualizacji Krajowego Planu Gospodarki Odpadami, w związku z nową unijną perspektywą finansową na lata 2021–2027”.

Dzięki branży cementowej ok. 1,5–2 mln odpadów komunalnych każdego roku nie trafia na składowiska, tylko jest zagospodarowywane jako „surowiec” do produkcji paliw alternatywnych. Ponieważ paliwa alternatywne zastępują paliwa kopalne np. węgiel zmniejsza się przez to emisja CO2. Przewagą zakładów cementowych w termicznym zagospodarowaniu odpadów jest bardzo wysoka temperatura panująca w piecu cementowym, przekraczająca 1400 stopni Celsjusza. Kolejną zaletą jest fakt, iż dzięki tak wysokiej temperaturze proces współspalania jest bezodpadowy. Wszystkie substancje powstające podczas spalania paliwa alternatywnego zostają wbudowane w skład klinkieru cementowego stanowiąc ok. 4% jego składu. Ten fakt znacząco odróżnia piece cementowe od spalarń odpadów.

Obecnie z wykorzystania paliw alternatywnych pochodzi ponad 70% energii niezbędnej do wypalenia klinkieru, a przemysł cementowy, kierując się zasadami gospodarki w obiegu zamkniętym, planuje zwiększenie udziału paliw alternatywnych w bilansie energetycznym wypalania klinkieru do 90%.

Rozmawiamy o tym z ministerstwem klimatu. Uważamy, że projektowanie systemu termicznego przekształcania odpadów komunalnych w Polsce wymaga, aby odbywało się ono przy udziale wszystkich zaangażowanych stron, w tym także sektora cementowego.

Dla branży cementowej niepokojący jest również wzrost importu cementu spoza granic Unii Europejskiej m.in. z Białorusi. Cementownie w Polsce i Białorusi pracują w całkowicie odmiennym otoczeniu gospodarczym. W Polsce cementownie muszą płacić za uprawnienia do emisji CO2, które obecnie mają wartość blisko 35 euro za tonę, a mówi się o dalszych wzrostach – nawet do 70 euro – w efekcie dalszego podnoszenia celów redukcji emisji CO2 w Unii Europejskiej. Tymczasem białoruskie cementownie nie muszą się przejmować kosztami emisji, więc nie są to konkurencyjne warunki. Przy obecnym wolumenie produkcji cementu w Polsce brakuje nam uprawnień do emisji ponad 3 mln ton CO2, co przekłada się na 4-5 euro dodatkowych kosztów na każdą tonę cementu przy obecnych cenach uprawnień. Stowarzyszenie Producentów Cementu odnotowało znaczący wzrost importu cementu z Białorusi, który w 2020 r. praktycznie się podwoił. W całym 2019 r. wyniósł on 247 tys. ton, a po jedenastu miesiącach 2020 r., według danych Głównego Urzędu Ceł, było to już 414 tys. ton. Dodając do tego import z Ukrainy oraz Turcji mamy w Polsce łącznie ok. 0,5 mln ton cementu z krajów, które nie ponoszą kosztów zakupu uprawnień do emisji CO2 i mają energię dotowaną przez państwo.

Faktem jest rozwój w ostatnich latach sieci betonowych dróg krajowych – w tym autostrad. A jak wygląda wykorzystanie  technologii budowy dróg o nawierzchni z betonu cementowego na drogach lokalnych?

Zdjęcie: Archiwum SPC

Kiedy 30 lat temu, SPC zaczynało lobbowanie za budowaniem dróg o nawierzchni betonowej, to było zjawisko zupełnie nieznane. Królowała technologia asfaltowa i nikt sobie nie wyobrażał dobrych i tańszych dróg o nawierzchni betonowej. Przez minione dekady udało nam się doprowadzić do tego, że technologia betonowa budowy dróg jest równoważna z technologią asfaltową. Drogi betonowe stanowią dziś ok. 20% we wszystkich drogach ekspresowych i autostradach w Polsce. Oczywiście wykonanie nawierzchni betonowej wymaga ogromnej dyscypliny technologicznej, nie znosi błędów wykonawczych. Jeżeli zostanie dobrze wykonana to może przetrwać 30-50 lat. Dzięki temu w całym swoim cyklu życia nawierzchnia betonowa może być bardzo konkurencyjna w stosunku do nawierzchni asfaltowej, która wymaga częstszych remontów.

Zagrożeniem dla nawierzchni betonowych jest na pewno fakt, iż GDDKiA próbuje zostawić decyzje o wyborze technologii w rękach wykonawców. Naszym zdaniem to Państwo, administracja drogowa, dysponując środkami podatników, powinno decydować co i w jaki sposób powinno być budowane. Jeżeli są obiektywne kryteria: bardzo duże natężenie ruchu, bardzo duże obciążenie mające wpływ na odkształcanie nawierzchni, to Państwo powinno zdecydować: proszę wybudować ten odcinek w technologii betonowej. Wykonawca będzie oczywiście dążył do tego, by zbudować jak najtaniej, jak najszybciej, w technologii na jakiej się zna. Technologia budowy nawierzchni betonowych nie jest tak dobrze opanowana przez wykonawców i są obawy związane z zachowaniem reżimu technologicznego. Większość wykonawców idzie łatwiejszą ścieżką i wybiera technologie znane. Uważamy, że to błąd decyzyjny i przekonujemy do budowy dróg betonowych, tam gdzie obiektywne kryteria za tym przemawiają.

Cieszymy się, że po technologię betonową sięgają także zarządcy dróg samorządowych – gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Według naszych szacunków na terenie Polski jest już ok. 1000 km lokalnych dróg o nawierzchni betonowej, a rocznie powstaje ich ok. 100 km. To imponujący zakres. Drogi betonowe są obecne w każdym z 16 województw, gdzie są z powodzeniem użytkowane. Nie wiemy o wszystkich realizacjach. Dowiadujemy się o tych drogach betonowych, którymi pochwalą się publicznie samorządowcy lub wykonawcy. Z tych informacji wynika, że tylko w 2020 r. zbudowano 26,5 km dróg betonowych.

W wielu miejscach kraju, samorządowcy i mieszkańcy, po latach nabytych doświadczeń związanych z użytkowaniem i obserwacją zalet dróg betonowych – trwałości,  żywotności sięgającej 30-40 lat czy braku zjawiska koleinowania – zbudowali już całą sieć betonówek.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała: Anna Rogalińska

Krzysztof Kieres

Krzysztof Kieres ma 64 lata, jest absolwentem Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego o specjalności ekonomika i organizacja handlu zagranicznego. Doświadczenia zawodowe zdobywał w licznych przedsiębiorstwach budowlanych – odbył m.in. prawie 2-letnią praktykę zawodową w niemieckim koncernie budowlanym Bilfinger und Berger w Mannheim. Ostatnie 20 lat pracuje w spółce Dyckerhoff Polska, będącej członkiem grupy Dyckerhoff/Buzzi Unicem, początkowo jako dyrektor finansowy, a ostatnio pełni funkcję dyrektora generalnego. W 2019 został wybrany Przewodniczącym Stowarzyszenia Producentów Cementu.

English EN Deutsch DE Polski PL